…ja wegetuję nadal niestety, bo jak można żyć bez miłości?!
Z drugiej jednak strony czy ona istnieje?
Zaczynam wątpić, że moja miłość gdzieś chodzi, czeka na mnie.
Seks z nieznajomym czy „koleżeński” bez zobowiązań
który tak dziś jest w modzie mnie nie rajcuje.
Poza tym bycie z kimś to coś więcej niż seks, to zaufanie, bezpieczeństwo psychiczne, kochane objęcia.
Czuję się jak ostatni mamut,
jedna idiotka szukająca tego jedynego co wystarczy jej na całe życie.
A los podsuwa samych zaobrączkowanych i dzieciatych którym w głowie skok w bok.
Czy na tym świecie nie ma już fajnych wolnych facetów około 30-tki?!
Chyba już nie, zbyt dużo czasu zmarnowałam na facetów którzy nie byli tego warci!
Czas wziąć się w garść, pomyśleć o sobie!
Żoną i matką już niestety nie będę
ale czas wziąć się za moje życie zawodowe, które też kuleje.
Nie takiej pracy chciałam dla siebie, stoję w martwym punkcie bo byłam na tyle głupia i jak pojawiła się oferta pracy odpowiednia dla mnie to odmówiłam, bo przejęłam się firma i ludźmi którzy w niej pracują.
Nie warto było!!! Cóż człowiek uczy się na błędach.
Mam nadzieję i chcę w to wierzyć, że moja „nowa droga” będzie lepsza.
· * * * *
Winna jestem Wam wyjaśnienie, długo mnie tu nie było z różnych powodów.
Od 14 lutego br. z Marlin wynajmujemy kawalerkę (ps. data przypadkowa, mamy dwa łóżka no i mijamy się). Muszę powiedzieć, że jak z nią mieszkam to mam motywację żeby wstać, wcześniej przesypiałam większość dnia. Nocki męczą mnie strasznie, nocnej pracy w handlu mi się zachciało no i mam tego skutki… chodzę po ścianach. Śmieszy mnie tekst mojego szefa „praca w nocy to tak samo jak w dzień, nawet lepiej bo się wyśpisz i jeszcze coś załatwić można”. Powiem tylko tyle szacuj dla ludzi pracujących wyłącznie na nocce i to 6 dni w tygodniu (czytaj w każdą sobotę!).
Noc z soboty na niedzielę to moje święto, jedyna noc w czasie której mogę spać...
a ja co-za porządki się wzięłam, bo wszyscy mnie zostawili i nawet na imprezkę nie mam z kim iść.
Nie są to jednak porządki typu zetrzeć kurze, robię porządki w swoim życiu! Wyrzucam wszystko co zbędne, porządkuję papiery „w razie w” gdyby mi się coś stało.
Jeśli za rok uda mi się wyjechać do pracy za granicę będę miała mniej gratów do podrzucenia rodzicom.
Życie tak się jakoś dziwnie układa... chyba z Marlin miałyśmy razem zamieszkać.
Razem robimy zakupy, razem jemy, niestety na razie to ja tylko gotuję :/
10 kwietnia to ona obudziła mnie z informacją, ze pod Smoleńskiem rozbił się samolot prezydencki, kto by pomyślał, że za równo 3 miesiące to ona będzie przeżywała dramat,osobisa tragedia. Niestety nikt nie wie ile dane jest mu żyć na tym ziemskim padole. Jej bratu dane było przeżyć tylko 19 lat.
Nikt kto nie ma rodzeństwa nie zrozumie co to znaczy śmierć brata czy siostry.
Biedna została sama, ma w prawdzie siostrę ale jej siostra to roślinka, nie porozmawia sobie z nią tak jak z Patrykiem.
Marlin jaką widziałam po śmierci Patryka to nie ta sama dziewczyna, bezpowrotnie w niej coś umarło, umarła nadzieja na to że zostanie ciotką, że jeszcze raz wyje bratu lody, że będzie ją nosił na rękach, umarła część serca w której był ON...
zostały tylko wspomnienia.
Serce krajało mi się jak widziałam ją na pogrzebie, po nie było lepiej.
Szykowałam jej śniadanie do pracy, robiłam obiad i pilnowałam by jadła.
Trochę się pozbierała ale nadal muszę ja pilnować.
Z Paskudem pilnujemy by nie płakała, by żyła wspomnieniami, by pamiętała.
Myślałam, że nie będzie chciała jechać ze mną do Paskuda do Zakopanego ale pojechała.
Z atrakcjami mojego autorstwa i nie tylko byłyśmy i wróciłyśmy.
Niestety równo miesiąc po śmierci Patryka w szpitalu znalazła się jej babcia i nie jest za dobrze.
Muszę ją przypilnować by wreszcie zaliczyła teorię w swojej szkole jazdy, bo nie dopuszczą ją do jazdy do póki nie zda wewnętrznego egzaminu... miała ją zaliczyć po weekendzie, niestety w sobotę zginął Patryk a później nie była w stanie się uczyć. Muszę moje dziecko pogonić ;) Dziecko dlatego, że zaczęła mnie nazywać swoją matką z racji wcześniej wspomnianego pilnowania.
Jak to w życiu bywa złe rzeczy przeplatają się z dobrymi i tak 21 lipca rano dowiedziałam się, że zostanę przyszywaną ciotką! I oczywiście czarownica czyli ja wykrakałam – Aniołek będzie miał bliźniaki, jupi!!
Jaga za 2 miesiące będzie już młodą żonką, czekam na zaproszenia
i... wieczór panieński ;)
Zostałam tylko ja... sama.
Wszyscy którzy mnie potrzebowali,
potrzebowali w jakikolwiek sposób mojej pomocy nie są już sami,
Zaprowadzę więc Jagę pod ołtarz, robię certyfikaty i się ewakuuję z kraju.
Samotna mogę być wszędzie, tu już nic mnie nie trzyma, nie mam zamiaru do końca życia wynajmować mieszkania, muszę spróbować odłożyć sobie jakiekolwiek pieniądze a w Polsce to nie możliwe, przynajmniej nie dla mnie, nie mam dobrze płatnej pracy.
Paskud... chyba nie wie, że istnieję, dzwoni do Marlin, zaprasza ją by wpadła do niego po pracy, mnie traktuje jak powietrze. W Zakopanem było tez parę zgrzytów, znowu uroniłam przez niego łzę. Nie obchodzi go dlaczego ktoś postępuje inaczej, jeśli nie robisz tego co on, robisz źle. Marlin wybierze telefon i ona go posłucha, o mnie nie wspomni, bo wie że choć mi coś znajdzie to niekoniecznie to owo coś wezmę, nie dociera do niego że pod jakimś względem może mi to nie pasować, to co on znajdzie jest dobre = trzeba brać.
Nie spotkałam się też nigdy z czymś takim, że idzie „paczka” w góry i nagle jedna osoba wkłada słuchawki w uszy i słucha muzyki, on tak robił każdego dnia, zostawiał nas i zapieprzał do przodu.
Lubię słuchać muzyki, co tam lubię uwielbiam, ale w górach słucha się gór i do głowy by mi nie przyszło separować się od innych wkładając słuchawki w uszy.
Staram się go zrozumieć ale nie mogę, za to on nikogo chyba nie stara się zrozumieć, jest jak jest, widzi jak jest i po co zbędne pytania.
Nadal boli mnie, że to właśnie on...
Za rok mnie już mnie będzie, wtedy już na pewno nie zadzwoni,
mojego maila pewnie już nie ma, skype…wątpię. |